reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Ostatnia w tabeli trzeciej ligi drużyna FC Freedom grała przeciwko mistrzowi swojego poziomu rozgrywkowego zespołowi Wilki. Goście, mimo, że mieli już zapewnione pierwsze miejsce nie zamierzali oddawać punktów i już po upływie sześciu minut prowadzili dwoma bramkami. Gospodarze starali się co prawda postawić tej dobrze naoliwionej maszynie, jaką jest drużyna Wilków, lecz niestety ich starania nie wystarczyły, aby skutecznie zagrozić bramce rywala i przegrana tylko dwoma golami pierwsza połowa mogła być potraktowana, jako mały sukces. Druga odsłona to już zdecydowanie jeszcze lepsza gra gości, którzy w trzy minuty zdołali podnieść swoje prowadzenie na łącznie pięć bramek. Dopiero przy takiej stracie lekkie rozluźnienie w szeregach Wilków wykorzystał Maksim Syniehuk zdobywając pierwszego gola dla FC Freedom. Strata bramki podrażniła Wilki, które znowu zaczęły kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Do samego końca meczu gospodarze starali się pokazać z jak najlepszej strony, a ich zapał zasługuje na słowa uznania. Goście natomiast robili co do nich należało zdobywając jeszcze dwa gole i na trzy minuty przed końcem tracąc tylko jednego, który ustalił wynik końcowy. Dziękujemy obydwu zespołom za grę na naszych boiskach przez cały sezon a dodatkowo Wilkom życzymy powodzenia w naszym Pucharze.

2
14:00
( 1 : 2 )
2 : 5
Raport

Kanonierzy, mimo że ostatnio przegrywali mecze regularnie, to w ostatniej kolejce wciąż mieli szansę, by zachować trzecioligowy byt. Co prawda musiało się na to złożyć kilka warunków, ale podstawą była wygrana nad East Teamem, bo tylko ona dawała pole do jakichkolwiek analiz matematycznych. A East Team, który grał tutaj bez wielkiej presji, ani myślał odpuszczać i zamierzał zrobić wszystko, by po ostatnim gwizdku móc pogratulować sobie zwycięstwa. Jak widzimy po wyniku – tak właśnie się stało, lecz absolutnie nie był to spacerek. Co więcej – lepsze wrażenie na starcie spotkania zrobili na nas Kanonierzy, tylko co z tego, skoro za wrażenia artystyczne punktów się nie przyznaje. W obozie Artura Baradzieja-Szczęśniaka okrutnie zawodziła skuteczność, a wiadomo jak to się zwykle kończy w takich sytuacjach. Rywale poczęstowali ich dwoma trafieniami i trzeba było odrabiać straty. Kanonierom udało się jednak zmniejszyć różnicę do przerwy, co sugerowało, że nie powiedzieli tutaj ostatniego słowa. Jednak w drugich 25 minutach zdani już byli głównie na łaskę rywali. East Team miał dużo więcej z gry i gdyby w wielu sytuacjach nie bawił się, tylko zdobywał gole, to szybko zapewniłby sobie trzy punkty. Faworyci uparli się jednak, by marnować dogodne okazje, przez co wynik cały czas był na styku. Końcówka należała jednak do ekipy ze Wschodu, która wreszcie przełamała impas strzelecki i po golach na 4:2 i 5:2 pozbawiła oponentów jakichkolwiek nadziei. Tym samym Kanonierzy zaznali goryczy spadku, co według nas w dużej mierze było pokłosiem ich walki ze składem, bo gdyby zawsze dysponowali optymalnym zestawieniem, to spokojnie wywalczyliby miejsce w środku ligowej stawki. Ale tutaj pretensje mogą mieć tylko do siebie. East Team skończył natomiast zmagania na piątej pozycji, będąc drużyną zdecydowanie za silną na spadek, ale jednak ciut za słabą na walkę o medale. Jednak jest w tej drużynie naprawdę duży potencjał i niewykluczone, że to co nie udało się teraz, czyli zgarnięcie medalu, powiedzie im się za rok, gdy będą mądrzejsi o doświadczenie które nabyli w ostatnich miesiącach.

3
15:00
( 1 : 1 )
5 : 1
Raport

Gdy zawodnicy Old Eagles Koło zbierali się na mecz z FC Ballers, na ich oczach rozgrywała się porażka Kanonierów z East Team. To była dla nich bardzo dobra wiadomość, bo Kanonierzy byli ich bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie, podobnie jak Smocza Furioza, gdzie jednak chyba wszyscy zakładaliśmy, że ten zespół przegra z AFC Goodfellas. To wszystko oznaczało, że gdyby Orzełki wyrwały chociaż punkt przeciwko FC Ballers, to na 90% utrzymałyby się w 3.lidze. Janek Drabik i spółka mieli tego świadomość i od początku meczu nie ustępowali swoim przeciwnikom a na pięknie trafienie z woleja Vitalija Haiduchyka, równie efektownym golem odpowiedział Paweł Lewandowski. Orzełki były więc w grze, widać było ogromną determinację i tutaj długimi fragmentami absolutnie nie było widać, że jedni są pewni awansu do wyższej ligi, a drudzy o krok od relegacji. Pewien kłopot zrobił się jednak wtedy, gdy kontuzji nabawił się Piotrek Parol. To zwiastowało kłopoty w drugiej połowie spotkania i niestety wynik zaczął się robić z perspektywy ekipy z Koła coraz gorszy. Gola na 1:2 znowu wypracował duet Aleksei Tolmachew – Vitalii Haiduchyk, a potem bardzo pechowa interwencja przytrafiła się Jankowi Drabikowi, który przepuścił dość łatwy strzał i Orzełki były pod ścianą. Niestety ten zespół nie potrafił wrócić na właściwe tory, stracił kolejne dwa gole i musiał przełknąć gorycz nie tylko porażki, ale i spadku. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że gdyby ta drużyna ZAWSZE grała z takim zaangażowaniem i w takim składzie jak w niedzielę, to utrzymanie zapewniłaby sobie już dawno. Dlatego mimo tej łyżki dziegciu, jest też trochę miodu i mamy nadzieję, że ten zespół przetrwa trudne chwile i stawi się we wrześniu na kolejnej kampanii. Gratulacje natomiast dla FC Ballers, którzy mimo że nic tutaj nie musieli, to zagrali solidne zawody i potwierdzili, że brązowe medale trafiły w dobre ręce. Zwłaszcza, że to naprawdę była bardzo wyrównana liga i to osiągnięcie jest dużo cenniejsze, niż może się wydawać.

4
15:30

Dla Wiernego Służewca starcie z Awanturą Warszawa nie miało większego znaczenia, no może poza wymiarem indywidualnym. Na przeciw siebie stanęli bowiem dwaj kandydaci do snajpera sezonu, a konkretnie Marcin Kowalski w szeregach gospodarzy oraz Damian Sawicki w ekipie gości. Już na wstępie o swojej dobrej dyspozycji i głodzie zdobycia statuetki zaanonsował popularny "Bąbel", który otworzył wynik spotkania po podaniu Mateusza Rozkresa. "Kowal" rozpędzał się powoli, gdyż zaczął od asysty do Czarka Petasza przy golu na 1:1, jednak jeszcze przed przerwą Damian dwukrotnie zmuszał bramkarza ze Służewca do kapitulacji. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:4 i patrząc na grę obu ekip trzeba było być niepoprawnym optymistą, aby wierzyć, że "Wierni" odmienią losy tego meczu po zmianie stron. Nie było niespodzianki. Awantura grała wszystko na "Bąbla", który w kilkuminutowych odstępach wpisywał się na listę strzelców jeszcze pięciokrotnie, w całym spotkaniu notując na swoim koncie aż osiem trafień, do których dołożył dwie asysty. Bardzo wąska kadra gospodarzy miała duży wpływ na przebieg tej potyczki, gdyż poza biegającym od bramki do bramki Marcinem Kowalskim reszta, mówiąc żargonem, "oddychała rękawami". Co prawda legendarny "Kowal", który niedawno celebrował 250-gola w swojej karierze w Lidze Fanów wpisał się ostatecznie na listę strzelców, jednak w obliczu dokonań Damiana Sawickiego było jasne, że statuetka najlepszego strzelca powędruje na konto napastnika Awantury. Ostatecznie Wierny Służewiec został rozgromiony 4:14, ale wynik tego spotkania nie wpłynął za bardzo na układ tabeli 3-ciej Ligi Fanów. Niemniej, Awantura pojawi się jeszcze na Pucharze Ligi Fanów, natomiast ekipę ze Służewca czekają już wakacje.

5
20:30

Jeżeli mielibyśmy przyznawać nagrodę za mecz sezonu pod względem kibicowskim, to goście niewątpliwie wygraliby ten plebiscyt w cuglach. W niedzielny wieczór na boisku AWFu tuż przed 20:00 zaczynali zbierać się na sektorze B, by dopingować swój zespół w ostatnim meczu tego sezonu. Temperatura na trybunach przełożyła się na boisko, gdzie działo się sporo. Od początku niesieni dopingiem goście starali się atakować a swoich szans szukał Alek Janiszewski. Gospodarze początkowo grali spokojnie, ale z biegiem czasu przejmowali inicjatywę i coraz groźniejsze ataki zaowocowały bramką, która otworzyła wynik spotkania. Głośne "nic się nie stało" z trybun w kierunku Smoczej Furiozy motywowało do jeszcze bardziej do walki młody zespół gości. Mimo że starali się jak mogli, to jednak bramki strzelali gospodarze. Najpierw po składnej akcji podwyższyli wynik na 2:0 a po błędzie bramkarza Michała Baranowskiego zrobiło się tuż przed przerwą 3:0. Pech w pierwszej połowie dopadł Daniela Grzegorego, który podkręcił kostkę i siła ofensywna Smoczej Furiozy była znacznie mniejsza. Po 25 minutach rywalizacji AFC Goodfellas mieli korzystny wynik i mogli spokojnie podejść do rywalizacji w drugiej odsłonie. Ta zaczęła się ku radości kibiców od gola Aleksandra Janiszewskiego. Przy wyniku 3:1, goście mieli jeszcze kapitalną okazję by zdobyć kolejnego gola, lecz nie potrafili wykorzystać błędów w obronie zespołu z Ukrainy. Gospodarze ponownie potrafili przetrwać gorszy moment w meczu i znów zaczęli zdobywać gole. Przy prowadzeniu 6:1 trochę zwolnili tempo i to wykorzystali rywale. Ponownie Alek Janiszewski zdobył bramkę, ale na remontadę nie było ani czasu ani argumentów. Ostatecznie gospodarze wygrywają ze Smoczą Furiozą 7:2 i mogą się cieszyć z udanego sezonu w Lidze Fanów. Goście utrzymali się w lidze i w kolejnym sezonie będą chcieli już powalczyć o dużo wyższe cele a z takimi kibicami o wynik sportowy w kolejnej kampanii jesteśmy spokojni.

Reklama